Przesubiektywne myśli podczas gotowania dla żony i dzieci
Zachęcam więc
przede wszystkim, aby zanoszone były prośby, modlitwy, wstawiennictwa i dziękczynienia
za wszystkich ludzi; Za królów i za wszystkich sprawujących władzę, abyśmy
mogli prowadzić życie ciche i spokojne, z całą pobożnością i uczciwością. Jest
to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Boga, naszego Zbawiciela; Który chce, aby
wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy. Jeden bowiem jest
Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus; Który
wydał samego siebie na okup za wszystkich, na świadectwo we właściwym czasie. (UBG, 1 Tm 2)
Stałem
przy kuchence i robiłem obiad. Pomyślałem sobie: „jakie to zwyczajne!”. Nic
bohaterskiego, nic porywającego – w jednym garnku ziemniaki, w drugim mięso.
Żadnych innowacji, żadnej pasji, esencja zwyczajności i bezbarwności. Przez
chwilę snułem zatem rozważanie nad szarością bytu rodzinnego, myśląc jak to ja –
były katolik i były ksiądz, który kiedyś chciał właśnie jako ksiądz dokonywać
rzeczy heroicznych i niezwykłych – „skończyłem” w codziennym szarym trudzie, w
którym nie ma nic ekscytującego… Zaraz potem ni stąd ni z owąd pojawiła się w
mojej głowie piosenka, którą śpiewał kiedyś Luke Kelly z „Dublinersów”. Nie
pomnę tytułu, ale był to swego rodzaju gorzki lament nad losem Szkocji, której
co prawda nigdy siłą nie zdobyto, ale którą po prostu kupiono za „złoto
angielskich panów”. I te dwa nurty nagle stworzyły jeden nowy. Otóż pomyślałem
sobie, że wszelkiego rodzaju prześladowania chrześcijan, te stare i te nowe,
jakkolwiek by nie były okrutne, są tylko zasłoną dymną tworzoną przez Złego,
żebyśmy jako chrześcijanie nie zauważali, na ile podstępnych sposobów jesteśmy
kupowani codziennie. Pamiętam, że jako katolickiego kleryka w seminarium uczono
mnie, że człowiek jest z natury „homo religiosus” czyli, że Bóg dał nam
naturalne pragnienie religii i religijności. Teraz wiem, jak wielki to jest
podstęp Szatana. Za wszelką cenę chce on wprowadzić pomiędzy człowieka a Boga
jakiś system, który prędzej czy później zablokuje komunikację i i sprawi, że
będziemy rozmawiać z obrazami, instytucjami, pojęciami, prawami – byle tylko nie
kontaktować się z Nim osobiście (np. „sakramenty”). To jedna – bardzo mocna –
waluta, za którą się łatwo sprzedać. Drugą jest chyba chęć bycia jak inni –
czyli wszystkie – podkreślam wszystkie - formy „ewangelii sukcesu”, które sprawiają, że
chrześcijaństwo ma być: ekscytujące, pełne pasji, heroiczne, niezwykłe,
innowacyjne (aż mi się chciało dopisać, że także elektromobilne…). Wciąż
obserwuję, jak chrześcijanie dają się przekupić albo walutą religii albo tzw. „błogosławieństwa”.
Ale już robienie żonie i dzieciom obiadu to niekoniecznie coś istotnego. A ja
wolę ten obiad niż pasjonujące koncerty ewangelizacyjne. I wolę tą zwykłość,
brak innowacyjności. Jest to tak mało atrakcyjne, że trudno się za to sprzedać.
Dlatego duchowo bezpieczne…

Komentarze
Prześlij komentarz