Chrześcijański nihilizm?
Czy
chrześcijanin jest nihilistą?
Albo:
czy istnieje coś takiego jak chrześcijański nihilizm? Od kilku dni nurtuje mnie
powyższe pytanie, aż sobie wyguglałem na Wikipedii definicję. Oto ona z pominięciem
dwóch czysto filozoficznych znaczeń terminu:
Nihilizm (od łac. nihil – nic) – pogląd filozoficzny całkowicie
lub częściowo negujący istnienie pewnych bytów. Rozróżnia się kilka
kategorii tego pojęcia: (…)
·
Nihilizm egzystencjalny
głosi brak celu, sensu, znaczenia i wartości życia (zob. aksjologia).
·
Nihilizm moralny wyraża pogląd nieistnienia pewnych ani
absolutnych, nie wychodzących poza abstrakcję wartości moralnych
(zob. normy moralne, etyka – niektóre systemy etyczne).
Za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Nihilizm z dnia
20.02.2019.
Porozważam
sobie teraz zupełnie subiektywnie. Jako były katolik mogę powiedzieć, że chrześcijański
nihilizm istnieje.
DYGRESJA
Tu oczywiście można by podjąć stary spór o to, czy katolicyzm jest chrześcijaństwem. Otóż jeśli chrześcijaństwo definiujemy za pomocą m. in. zasady SOLA SCRIPTURA, to oczywiście nie jest, bo sam się definiuje całkiem odmiennie – cytuję Kodeks Prawa Kanonicznego w kanonie 750: „Wiarą boską i katolicką należy wierzyć w to wszystko co jest zawarte w słowie Bożym, pisanym lub przekazanym, a więc w jednym depozycie wiary powierzonym Kościołowi i co równocześnie jako przez Boga objawione podaje do wierzenia Nauczycielski Urząd Kościoła, czy to w uroczystym orzeczeniu, czy też w zwyczajnym i powszechnym nauczaniu; co mianowicie ujawnia się we wspólnym uznaniu wiernych pod kierownictwem świętego Urzędu Nauczycielskiego. Wszyscy więc obowiązani są unikać doktryn temu przeciwnych.” Katolicyzm właśnie obrósł, jak to już kiedyś napisałem „na podobieństwo Davy Jonesa i jego statku” instytucjami, zwyczajami, prawami, przesądami – całkowicie sprzecznymi z Biblią (ale zgodnymi z tzw. „Tradycją” przez duże T). Tak dla równowagi? Hmmm…
KONIEC DYGRESJI
DYGRESJA
Tu oczywiście można by podjąć stary spór o to, czy katolicyzm jest chrześcijaństwem. Otóż jeśli chrześcijaństwo definiujemy za pomocą m. in. zasady SOLA SCRIPTURA, to oczywiście nie jest, bo sam się definiuje całkiem odmiennie – cytuję Kodeks Prawa Kanonicznego w kanonie 750: „Wiarą boską i katolicką należy wierzyć w to wszystko co jest zawarte w słowie Bożym, pisanym lub przekazanym, a więc w jednym depozycie wiary powierzonym Kościołowi i co równocześnie jako przez Boga objawione podaje do wierzenia Nauczycielski Urząd Kościoła, czy to w uroczystym orzeczeniu, czy też w zwyczajnym i powszechnym nauczaniu; co mianowicie ujawnia się we wspólnym uznaniu wiernych pod kierownictwem świętego Urzędu Nauczycielskiego. Wszyscy więc obowiązani są unikać doktryn temu przeciwnych.”
KONIEC DYGRESJI
Ale
to przecież właśnie w Kościele Katolickim tego nihilizmu jest tak wiele w postaci
pustelnictwa, kompletnie negującego jakiekolwiek wartości materialne, czy też
ścisłego monastycyzmu, postępującego bardzo podobnie.
(Z drugiej strony, poczynając od Soboru Watykańskiego II oficjalną linią KRK jest sensu stricto dominionizm, zachęcający katolików do wchodzenia w i, jeśli się da, to również przejmowania różnych dziedzin życia, szczególnie decyzyjnych, jak to ma miejsce na przykład w przypadku Opus Dei. Jakoś to ze soba sprzeczne)
(Z drugiej strony, poczynając od Soboru Watykańskiego II oficjalną linią KRK jest sensu stricto dominionizm, zachęcający katolików do wchodzenia w i, jeśli się da, to również przejmowania różnych dziedzin życia, szczególnie decyzyjnych, jak to ma miejsce na przykład w przypadku Opus Dei. Jakoś to ze soba sprzeczne)
Ciekawe, że ten „katolicki nihilizm”
jest bardzo często uzasadniany właśnie biblijnie. Tutaj kilka fragmentów, na
których - oczywiście fałszywie - można świetnie zbudować światopogląd całkowicie negujący „ten świat” (jak to często robili katoliccy zakonodawcy):
1.
Nie mamy tu bowiem miasta trwałego, lecz tego
przyszłego szukamy. Hbr 13:14
2.
A nie dostosowujcie się do tego świata, ale
przemieńcie się przez odnowienie waszego umysłu, abyście mogli rozeznać, co
jest dobrą, przyjemną i doskonałą wolą Boga. Rz 12:2
3.
To wam powiedziałem, abyście mieli pokój we mnie.
Na świecie będziecie mieć ucisk, ale ufajcie, ja zwyciężyłem świat. J 16:33
4.
A tym zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest
nasza wiara. 1J 5:4
5.
Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że
znienawidził mnie wcześniej niż was. Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby
to, co jest jego. Ponieważ jednak nie jesteście ze świata, ale ja was wybrałem
ze świata, dlatego świat was nienawidzi. J 15:18-19
6.
Duch jest tym, który ożywia, ciało nic nie pomaga.
Słowa, które ja wam mówię, są duchem i są życiem. J 6:63.
7.
Mówię to, bracia, ponieważ czas jest krótki. Odtąd
ci, którzy mają żony, niech żyją tak, jakby ich nie mieli; Ci, którzy płaczą,
jakby nie płakali; ci, którzy się radują, jakby się nie radowali; ci, którzy
kupują, jakby nie posiadali; A ci, którzy używają tego świata, żeby nie nadużywali.
Przemija bowiem postać tego świata. 1Kor 7:29-31
Ale przecież te teksty mówią coś o
oderwaniu się od tego świata. Jasne!
Pierwszy
z nich ma w kontekście wiele zobowiązań wynikających wprost z miłości
bliźniego, która jednoznacznie wypływa z nakazu samego Jezusa, jest zatem biblijna i jednocześnie realizowana w "tym świecie".
Drugi
tekst także wspomina o wielu obowiązkach, wynikających z wiary, a dotyczących
jak najbardziej spraw tego świata i relacji międzyludzkich.
Tekst
trzeci ma w tle naiwne wypowiedzi apostołów, stwierdzających, że „już wierzą”
Jezusowi, który właśnie przygotowuje ich na swoje odejście, kiedy to w pewnym
sensie „zawali się ich świat”. Zatem nie chodzi tu o wzorzec dla chrześcijan,
ale o konkretną sytuację apostołów. Wyciąganie wniosków ogólnych byłoby tu więc
niebezpiecznym zabiegiem.
Czwarty
fragment wręcz dotyczy wypełniania przykazań Jezusa, a te dotyczą sposobu
postępowania na tym świecie, a nie w niebie.
Piąty
mówi o wybraniu „ze świata” w kontekście również wypełniania przykazań Jezusa,
a także dawania świadectwa – na tym świecie przecież (chociaż w celu doprowadzenia
innych do wiary).
Szósty
jest częścią prowokacyjnego wystąpienia Jezusa, kiedy mówi o konieczności
spożywania Jego ciała i krwi. Jest to moment próby dla apostołów, a
jednocześnie uświadomienia im, że mają wolność i jeśli chcą, to mogą Jezusa
porzucić.
Tekst
ostatni, interpretowany sztywno i dosłownie, oznaczałby konieczność wygaszenia
relacji małżeńskich, stłumienia uczuć i emocji, oderwania się od wszystkiego,
co posiadamy. A jest przecież mowa o uzyskaniu właściwej wolności i dystansu do
ludzi, rzeczy i relacji do nich, bo właściwą perspektywą jest perspektywa
Królestwa i nagrody, przy których wszystkie „rzeczy tego świata” bledną – a może
nie o to chodzi, że bledną – po prostu znajdują swoje właściwe miejsce i
wartość. Tu może byłoby warto zacytować jeszcze jeden fragment - kluczowy, a w katolickim monastycyzmie często źle interpretowany:
Lecz to, co
było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. Owszem, wszystko
uznaję za stratę dla znakomitości poznania Chrystusa Jezusa, mojego Pana, dla
którego wszystko utraciłem i uznaję to za gnój, aby zyskać Chrystusa; I znaleźć
się w nim, nie mając własnej sprawiedliwości, tej, która jest z prawa, ale tę,
która jest przez wiarę Chrystusa, to jest sprawiedliwość z Boga przez wiarę; Żeby
poznać jego i moc jego zmartwychwstania oraz swój udział w jego cierpieniach,
upodabniając się do jego śmierci; Abym jakimkolwiek sposobem dostąpił powstania
z martwych. Flp 3:7-1
Po
prostu właściwa perspektywa, wynikająca z POZNANIA CHRYSTUSA. W tej
perspektywie wszystko wygląda jak gnój. Wszystko? Nie, tylko to, co było dla
mnie zyskiem na tym świecie, co odwracało uwagę od Chrystusa. I Paweł to
wymienia – jego „wszystko”. Moment uświadomienia sobie tej perspektywy – czyli zanegowania
wszystkiego – był dla Pawła w Damaszku najtrudniejszym doświadczeniem życia.
Oślepł na trzy dni, stał się całkowicie zależnym od innych, nie mógł jeść ani
pić, przeżył depresję głęboką jak to tylko możliwe
Czy chrześcijanin ma powtarzać doświadczenie Pawła? Raczej nie, choć być może podobne elementy mogą się pojawić w naszych własnych doświadczeniach. To, co jest potrzebe, to uzyskanie właściwej perspektywy, czyli ocenianie tego, co mamy, kim jesteśmy i co nam się przydarza z punktu widzenia zbawionych, czyli przeznaczonych do Królestwa. Zatem nihilizmowi mówimy nie!

Komentarze
Prześlij komentarz