Wszystko od obrzędu, a obrzęd od urzędu



Jakiś czas temu, będąc neofitą krótko po chrzcie, kiedy to odrzuciłem naukę katolicką i chciałem się uczyć prawdziwego życia według Biblii, wpadłem, na szczęście na bardzo krótko w pewną pułapkę. Bardzo to mnie teraz z perspektywy czasu zadziwia. No, ale cóż… Problemu nabawiłem się ponieważ zaufałem chrześcijanom, od których przyjmowałem chrzest. Chodziło o to, że na fali zachwytu i emocji pozwoliłem sobie wcisnąć książkę Andrew Womacka. Już nie pamiętam którą. Ale pamiętam, że była o autorytecie wierzącego. Już wtedy miałem tzw. „długie zęby” na różne przejawy „ruchu wiary”, ale tutaj nie było wyłudzania pieniędzy, były oferowane darmowe materiały, było powoływanie się (bardzo, ale to bardzo zręczne, nie takie „od siekiery” jak na przykład, jak u Creflo Dollara czy Kennetha Copelanda) na Biblię, sprytne cytowanie itp. Ponieważ wtedy w moim życiu nie działo się nic szczególnie trudnego czy napełniającego lękiem, nie czułem realnych ciężkich zagrożeń, więc jakoś to „orędzie” Womacka wcisnęło mi się w głowę. Nie opisze teraz tych bredni w całości, ale generalnie chodzi o to, że Jezus po zakończeniu dzieła zbawczego poszedł do nieba, a władzy nad światem udzielił wierzącym. Co powiedzą, to się stanie, jeśli będą naprawdę wierzyć. To my decydujemy o losach świata. Tylko musimy wiarę rozwinąć odpowiednio mocno. Całe szczęście, że szybko mi przeszła fascynacja tymi niebezpiecznymi bzdurami. Zdałem sobie sprawę, że to też jest „ruch wiary”, tyle, że nie mówiący głośno o kasie i dobrostanie zdrowotnym. Ale całkiem niedawno przyszło mi do głowy, że to jest bardzo podobne do tego, co dzieje się w kościele katolickim. Tylko tam jest to zrobione w wersji sakramentalnej: jak ochrzcimy cię jako niemowlę, to Bóg będzie miał możliwość działania w twoim życiu. Bo bez tego obrzędu to już nie. Jak pójdziesz do komunii, to będziesz mógł mieć jedność z Jezusem, a bez obrzędu to już nie. Jak się wyspowiadasz, to Bóg ci przebaczy grzechy, a bez obrzędu to już nie. I tak dalej. Wszystko zależne od obrzędu, a obrzęd zależny od urzędu. Czyli księży. Czyli ludzi. Czyli Bóg zależny w działaniu od ludzi. Czyli „teologia ograniczonej wszechmocy”. Bóg się ogranicza i czyni zależnym od ludzi. Wielka katolicka herezja! Jak się okazuje obecna i w kręgach ewangelikalnych i protestanckich – zasadniczo w charyzmatycznych. Tyle, że tu bez pośredników urzędowych. Albo nie bez nich. Bo przecież ktoś się musi za ciebie najpierw pomodlić, żebyś się „otworzył na tę rzeczywistość”… Dlatego charyzmania tak ściśle ekumenicznie jednoczy zwiedzionych tego świata z katolicyzmem.

Komentarze

Popularne posty