Mordory są prawdziwe!
„O wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wód, i wy, którzy nie macie pieniędzy, przyjdźcie, kupujcie i jedzcie; tak, przyjdźcie, kupujcie bez pieniędzy i bez zapłaty wino i mleko. Czemu wydajecie pieniądze nie na chleb, swoją pracę na to, co nie nasyci? Słuchajcie mnie uważnie, a jedzcie to, co jest dobre, i niech wasza dusza rozkoszuje się tłuszczem. Nakłońcie swego ucha i przyjdźcie do mnie, słuchajcie, a wasza dusza będzie żyć. I zawrę z wami wieczne przymierze, pewne miłosierdzia Dawida.” [Iz 55, UBG]
Mam nieodparte wrażenie, że ostatnio cały świat zaczyna działać jak UEFA. Otóż paru cwaniaków założyło sobie całkowicie prywatną organizację zrzeszająca na zasadzie dobrowolności krajowe federacje piłkarskie. Ale po pewnym czasie zadziałał efekt skali i ta mikroorganizacja przejęła kwestie związane z organizacją meczów, opłatami za transmisje i transferami zawodników. Czyli obraca gigantycznymi pieniędzmi, co powoduje gigantyczną skalę korupcji oraz - dzięki olbrzymiej władzy - olbrzymią demoralizację. Dlatego piłka nożna została już raczej zamordowana. Podobnie jest z innymi sferami życia. Całkowicie prywatne organizacje, takie np. jak WHO, narzucają całemu światu poglądy na medycynę czy inne dziedziny życia. A chodzi wyłącznie o kasę.
Zatem światem rządzi chciwość, która, jak mawiał Gordon Gekko „jest dobra”... Ale to powoduje, że coraz mniej jest w komunikacji międzyludzkiej (lub w tym strzępie, który z niej jeszcze pozostał) prawdy i w ogóle jakichkolwiek prostych, ale pewnych punktów odniesienia. Wszystko stało się bardzo skomplikowane, „złożone” - jak zwykło się mówić. A tęsknota do prostoty jest w ludziach coraz większa. A to, moim zdaniem, rodzi agresję. Spróbuje wyjaśnić jak to postrzegam. Otóż chyba każdy z nas, kto korzysta z tak zwanych mediów społecznościowych, zauważył, że jest tam coraz więcej agresji i kłótni, które pojawiają się w dyskusjach na bardzo proste tematy. Ludzie nawzajem oskarżają się o złą wolę, o głupotę, chcą też, aby cały świat przyjął ich wyłącznie słuszną koncepcję. Walka jest zazwyczaj bezpardonowa i osobie przyglądającej się temu z boku wydaje się, że ludzie postradali zmysły i są, jak to się kiedyś mówiło, utopić się wzajemnie w szklance wody w kwestiach błahych i nieistotnych. W istotnych zresztą także. Bo gdzieś tam, w głębi duszy tęsknią niesamowicie boleśnie za prostotą i nieskomplikowaniem, które jedynie są w stanie uczynić człowieka naprawdę szczęśliwym.
„PANIE, moje serce nie wywyższa się i moje oczy nie są wyniosłe ani nie ubiegam się o wielkie rzeczy albo zbyt cudowne dla mnie. Doprawdy uciszyłem i uspokoiłem swoją duszę jak dziecko odstawione od piersi swej matki; moja dusza jest jak dziecko odstawione. Niech Izrael pokłada nadzieję w PANU odtąd na wieki.” [Ps 131, UBG]
Od czasu do czasu pojawiają się zachęty czy propozycje, by powrócić do życia prostego, wiejskiego. Pokazuje się w mediach ludzi, którzy właśnie „uciekli w Bieszczady” i spędzają czas na zbieraniu ziół, hodowli zwierząt oraz rąbaniu drewna na opał. I widać, że są szczęśliwi. Szczęśliwi, bo usunęli ze swojego życia pokomplikowanie oraz ogrom niepotrzebnych do niczego informacji, konfliktów, sporów. Odkryli, że proste życie jest piękne, że najlepszym antydepresantem jest trzymanie się w życiu kilku prostych zasad i unikanie spierania się o pierdoły, gusta, o to, kto jest ważniejszy itp... Szczęśliwi są także ci, którzy uprawiają sporty bądź działania okołosportowe, które pozwalają im bardzo często obcować z naturą. Bo stykają się z tym, co jest PRAWDZIWE oraz ich zmagania są PRAWDZIWE.
Jest taki serial, chodzi mi o „Wikingów”, który stał się zdecydowanym przebojem. Chociaż opowiada o walce o władzę, zemście, intrygach, czyli o ludzkiej małości, głupocie, chciwości, to jednak ma swoją siłę. Otóż dzieje się w bardzo nieskomplikowanym (w porównaniu do naszego obecnego) środowisku, a ostatecznie swoje racje główni bohaterowie muszą w honorowy sposób udowadniać na polu bitwy, gdzie ryzykują życiem dokładnie tak samo jak inni, którzy za nimi poszli i podzielają ich dążenia. To jest naprawdę godne i honorowe - paradoksalnie nawet jeśli ktoś intryguje i knuje, ostatecznie musi to „obronić” mieczem, łukiem bądź toporem (nawet kobiety), albo zginąć. I proste (przynajmniej w serialu).
Nasze środowisko nie jest takie. Prawie każda, nawet malutka firma stara się działać (udawać raczej) wielką korporację. Przeżyłem to na własnej skórze - próby budowania „ładu korporacyjnego” w firmie, która ze swojej natury korporacją być nie może i nie powinna. Jakież to było sztuczne i nieprawdziwe. I jakie męczące. Ale zmotywowało mnie do stania się „mikroprzedsiębiorcą”. Zatem sam określam sobie „ład mikroprzedsiębiorczy”. Wracając do tematu - korporacje działają na wzór opisany - i w pewien sposób wyznaczony - przez Petera Druckera (on częściowo swoje pomysły na „ład korporacyjny” brał z funkcjonowania protestanckich zborów). Chodzi tam o to, by wszyscy pracowali na lidera. Bo on jest tym, który daje ideę czy produkt (albo jedno i drugie). On jest bohaterem. Ale niekoniecznie honorowym. Bo ostatecznie nie on spotyka się z klientami na „polu walki”. Tam funkcjonują kompletnie nieidentyfikujący się (choć „powinni”) z produktem pojedynczy sprzedawcy. Oni zaś mają lidera u ujścia układu pokarmowego. Otóż właśnie. Każdy pojedynczy Chińczyk składający produkt giganta technologicznego oraz każdy pojedynczy Polak sprzedający tego składaka (o którym wie, że jest jakości ekskrementalnej, choć ładnie wygląda), ma głęboko w jelicie końcowym wielkiego lidera, który „wymyślił” jak wcisnąć ludziom kolejny kompletnie im niepotrzebny produkt, dający im kolejny erzac komunikacji, bliskości i ciepła (baterie niektórych modeli mocno się grzeją), a tak naprawdę tylko bardziej alienujący i duchowo zabijający na raty - „killing me softly with your product”, cytując klasyka...
Ale to jest system starożytny - władca, który był bogiem, który miał swoich kapłanów, na którego wszyscy pracowali. Prorok Samuel chciał całym sercem obronić Izraelitów i mówił im, że król, którego tak bardzo chcą mieć, będzie im zabierał córki do haremu, synów do wojska, a pieniądze w podatkach. Skarżył się Bogu, a ten powiedział mu, że to przecież Jego - samego Boga - w ten sposób lekceważą i przeciwko niemu się buntują i obrażają Go:
„Zebrali się więc wszyscy starsi Izraela i przyszli do Samuela, do Rama; I powiedzieli mu: Oto zestarzałeś się, a twoi synowie nie chodzą twoimi drogami. Ustanów nam więc króla, aby nas sądził, jak to jest u wszystkich narodów. Lecz Samuelowi nie podobało się to, że mówili: Daj nam króla, aby nas sądził. I modlił się Samuel do PANA. Wtedy PAN powiedział do Samuela: Posłuchaj głosu tego ludu we wszystkim, co ci powiedzą, gdyż nie tobą wzgardzili, ale mną wzgardzili, abym nie królował nad nimi. A zgodnie ze wszystkim, co uczynili od tego dnia, kiedy wyprowadziłem ich z Egiptu, aż do dziś, gdy mnie opuścili i służyli obcym bogom, tak też czynią z tobą. Teraz więc posłuchaj ich głosu, ale stanowczo ostrzeż ich i oznajmij im prawo króla, który będzie nad nimi panować. I Samuel powiedział wszystkie słowa PANA do ludu, który go prosił o króla; I mówił: Takie będzie prawo króla, który będzie panował nad wami: Będzie brał waszych synów, by ich osadzić w swych rydwanach, ustanowić ich jeźdźcami, a inni będą biegać przed jego rydwanem; I ustanowi ich sobie dowódcami nad tysiącami i nad pięćdziesiątkami; wyznaczy ich, aby uprawiali jego rolę i zbierali jego plony, i robili sprzęt wojenny oraz sprzęt do jego rydwanów. Wasze córki również zabierze, aby przyrządzały wonności oraz aby były kucharkami i piekarkami. Zabierze też wasze pola, winnice i sady oliwne, te najlepsze, i da swoim sługom. Z waszych zasiewów i winnic będzie pobierał dziesięcinę i odda ją swoim urzędnikom i sługom. Weźmie również wasze sługi i służące oraz waszych najlepszych młodzieńców, a także wasze osły, i zatrudni w swojej pracy. Pobierze dziesięcinę z waszych trzód, a wy będziecie jego sługami. (18): I będziecie wołać tego dnia z powodu waszego króla, którego sobie wybraliście, a PAN nie wysłucha was w tym dniu. (19): Lud jednak nie chciał posłuchać głosu Samuela i mówił: Nie tak, ale niech będzie król nad nami; Abyśmy też byli jak wszystkie narody - aby nasz król sądził nas, aby nam przewodził i prowadził nasze wojny. A Samuel wysłuchał wszystkich słów ludu i powtórzył je do uszu PANA. I PAN powiedział do Samuela: Posłuchaj ich głosu i ustanów nad nimi króla.” [1Sm 8:4-22, UBG]
System korporacyjny moim zdaniem jest pochodzenia demonicznego, jest bałwochwalstwem i bezczelnym buntem przeciwko Bogu. Dlatego wszystkie wspólnoty i kościoły, kościelne i chrześcijańskie fundacje i firmy które funkcjonują jak korporacje, są moim zdaniem w opozycji wobec woli Boga, choćby deklarowały coś przeciwnego. To jest moje subiektywne zdanie. Jeśli chodzi o ostatni „przebój”, czyli film „Kler”, to uważam, że najważniejsze jego osiągnięcie to pokazanie korporacyjnej struktury kościoła rzymskokatolickiego. Szkoda, że zostało to przykryte przez kwestie alkoholizmu czy pedofilii, bo one są tylko objawami, a źródłem choroby jest korporacyjne skomplikowanie.
Edukacja, która nam się proponuje, przynajmniej w Polsce, bo o innych krajach nie wiem zbyt wiele pod tym względem, też ku temu wtłoczeniu w korporacyjność prowadzi. Ostatnio słychać mnóstwo narzekania, że mamy szkolnictwo rodem i poziomem z XVIII wieku. Tak, to prawda, ale formalnie, bo merytorycznie te szkoły nie przygotowują już do bycia dobrym, pożytecznym obywatelem państwa, ale do bycia dobrym korpoludkiem. A to jeszcze gorsze. Dlatego już nie będę chyba nigdy pracował w państwowej szkole (chyba, żeby mnie bieda przycisnęła, dzieci muszą jeść).
Śmiem więc twierdzić, że im bardziej coś jest skomplikowane i zaciemniające rzeczywistość, im bardziej angażujące i wysysające siły na to, co nie jest istotne, tym bardziej jasne jest, że pochodzi od Złego. Korporacyjność ma dla mnie charakter jednoznacznie demoniczny i prowadzi zawsze do zniewolenia pieniądzem i władzą.

Komentarze
Prześlij komentarz