NAMIASTKA CZCI

   
  To jak to w końcu jest z tym czczeniem Boga? Czytam na grupie facebookowej dyskusje na temat czy świętować niedziele czy soboty czy szabaty, co wynika z Konstantyna, co z Reformacji, co z katolicyzmu…
     Naszła mnie taka refleksja: otóż Jezus mówił o oddawaniu czci Ojcu w duchu i prawdzie w kontraście do oddawania Mu czci na górze takiej czy owakiej oraz zapowiadał, że ani na takiej ani na owakiej tej czci Mu się oddawać nie będzie (J 4:21). Od samego początku ludzkości mamy problem z tym, że chcemy oddawać Mu cześć tak jak my chcemy, a nie tak, jak On sobie tego życzy. Kain tak chciał właśnie zakombinować – Pan Bóg prosił o ofiarę ze zwierząt, a ten stwierdził, że nie, bo on chce z roślin. No i przekombinował. Jak się skończyło – wiadomo (1 Mojż 4:1n). Później już u jednego z proroków znajdujemy skargę Pana Boga na to, że „ten naród czci mnie tylko wargami, ale jego serce jest daleko ode mnie” (Iz 29:13). I tak było w sumie zawsze.
      A teraz do sedna refleksji: otóż jeśli cześć oddawana Bogu przyjmuje jakiekolwiek sztywne formy liturgiczne, automatycznie staje się namiastką. Jak sama nazwa wskazuje, namiastka to coś zamiast, na miejsce tego, co autentyczne. Zamiast naprawdę i konkretnie żyć tym i tylko tym, co mówi Pismo (Sola Scriptura), trwać w relacji z Panem, wprowadzamy sobie ustalone formy, teksty, formuły. To pozwala mieć wrażenie, że wypełniliśmy jakiś obowiązek wobec Boga. Ale on w Piśmie w Nowym Przymierzu, które obowiązuje chrześcijan (jako, że Stare Prawo ich nie obowiązuje, co jasno stwierdził Apostoł Paweł), nigdzie nie podał przepisów liturgicznych.
         Konkluzja moja jest taka: jeśli w konkretach swojego życia postępuję według tego, czego życzy sobie Jezus Chrystus, to właśnie tym i tylko tym oddaję cześć Bogu. I wtedy w relacji z Nim jestem uczciwy, jestem w prawdzie i autentycznie żyję w Duchu.
       Czy to oznacza, że spotkania Kościoła, wspólne uwielbienie, modlitwa, Pamiątka, nie mają sensu? Ależ oczywiście, że mają, bo one są dla nas pomocą. I Pan chce tej pomocy dla nas i tego wzajemnego umocnienia, wzajemnego pouczania się w psalmach, pieśniach pełnych ducha. Sam przecież to nakazał. Ale to jest nie dla Niego, to nie jest oddawanie Mu czci. Czcią oddawaną Jemu jest uczciwe życie tylko i wyłącznie według Nowego Przymierza. Cała reszta to podpórki dla naszej słabej ludzkiej kondycji. A kiedy to pomylimy, to jesteśmy w ciemnej dziurze. I wszystko w naszym życiu zyskuje nie to znaczenie, które chce nadać mu Bóg.
       Kościół Rzymskokatolicki ten błąd zinstytucjonalizował. Reformacja tego błędu nie naprawiła. Niestety. Księża stali się pastorami, instytucje katolickie odtworzono w nieco okrojonej formie, ale w prawie identycznej zawartości, zamiast Nauczycielskiego Urzędu Kościoła Rzymskiego wymyślono „historyczne doświadczenie Kościoła”, Biblia przestała być jedynym i wyłącznym punktem odniesienia, naprodukowało się teologii… Ech…

       A to jednak wyłącznie konkrety: decyzje, postawy, zachowania – to jest sposób, w który czcimy Boga. Albo nie czcimy. I z tego będziemy rozliczeni, a nie z tego jak śpiewaliśmy sobie nawzajem „Jak wielki jest Pan”. Wszystkie te Hillsongi i tym podobne – kamień na kamieniu z tego nie zostanie.

Komentarze

Popularne posty