To który kościół jest ten biblijny?
Czy reżyser może być krytykiem filmowym? Albo scenarzysta? Albo autor muzyki do filmu? Uważam, że nie. A to dlatego, że nie potrafi być w pełnym sensie widzem. Nawet, jeśli siedzi na sali kinowej, zawsze będzie mentalnie albo stał za kamerą, albo dyrygował orkiestrą, albo wyobrażał sobie scenopis. A poza tym jest ściśle zespolony ze środowiskiem twórców filmowych. Zatem – nawet, jeśliby „nie wiem jak się wytężał” - nie przerobi swojego myślenia, wrażliwości oraz lojalności. Musiałby przestać robić filmy. Podobnie z gotowaniem. Jedyny ze znanych mi krytyków kulinarnych (choć nie wiem, czy by sam tak siebie nazwał), który z dystansem potrafi mówić o potrawach, to Anthony Bourdain. No, ale on od jakiegoś czasu nie gotuje sam. Mimo to w jego opiniach zawsze da się wyczuć tę odrobinę związków ze środowiskiem kucharzy…
Dlaczego
o tym piszę? Ano, bo zastanawiam się, czy jako były katolik i były
ksiądz mogę naprawdę do końca właściwie zajmować się tematyką
Kościoła Katolickiego i być jego krytykiem. Czasem, kiedy
przychodzi mi wypowiedzieć lub napisać coś mocno krytycznego w tym
temacie, odczuwam takie ukłucie w sercu – odzywa się wpojona mi
kiedyś skutecznie korporacyjna lojalność. Ale – tak jak Anthony
Bourdain przestał gotować – tak ja zerwałem z KRK. I pomimo tych
„ukłuć” (z którymi skutecznie sobie radzę) czuję potrzebę
wskazywania na to, co jest z tym Kościołem nie tak. Bo przecież
odszedłem stamtąd nie mogąc się zgodzić na trwanie w błędzie i
negacji Biblii. Ponieważ dojrzewałem długo i boleśnie do
odejścia, to jestem szczególnie wyczulony na wszelkie odstępstwa
od Biblii. Znaczy się jestem bardzo krytyczny.
I
ten krytycyzm włącza mi się bardzo mocno, jeżeli w środowisku
chrześcijańskim napotykam postawy podobne bądź identyczne jak w
KRK. Takie miałem właśnie ostatnio doświadczenie. Otóż
zapisałem się na Facebooku do pewnej grupy chrześcijańskiej,
definiującej się jako grupa wspólnego uczenia się: „Jest
to grupa dyskusyjna i otwarta dla każdego, kto na pierwszym miejscu
stawia Biblię. Nie ma tu miejsca na promowanie nauk sprzecznych z
Biblią, nie wynikających z Biblii i pochodzących ze źródeł
pozabiblijnych. Dyskutujemy o tym, na ile nasze wyznania są
biblijne, bądź nie. Dozwolona jest krytyka innych wyznań, ale
tylko konstruktywna, natomiast atakowanie innych wyznań nie jest
zalecane. (...)
nie rzucamy ponad miarę cytatami (jak mają to w zwyczaju
niedojrzali chrześcijanie), zakładamy, że każdy członek grupy
zna Biblię. Prosimy o sięganie do poważnych źródeł. Posty
nietematyczne będą usuwane.”
Bardzo
byłem zachęcony takim wstępem. Podlinkowałem tam posta z tego
bloga. I zaczęła się dyskusja. Panowie administratorzy oraz inni
„czołowi” uczestnicy tej grupy najpierw do bólu podkreślali
swoją fachowość i uczoność i „biblistyczność”, następnie
wyśmiali w sposób wysoce nieelegancki mnie i moją żonę, ponieważ
tylko oni „wiedzą jak jest”. Ogólne wrażenie bardzo
odstręczające – grupka przekonanych o własnej wiedzy oraz
inteligencji i demonstrujących swoją wyższość „chrześcijańskich”
hejterów w białych rękawiczkach. Uczeni w Piśmie, dla których
„ten lud, który nie zna prawa jest przeklęty”. Bardzo
zdecydowanie odradzam tę grupę wszystkim, którzy chcieliby szukać
wspólnie jak Berejczycy...


Komentarze
Prześlij komentarz