O czym myśli papież?
„W tym roku zaprosiliśmy na rekolekcje o. Wacława Oszajcę SJ - by jako jezuita zinterpretował 5 lat pontyfikatu papieża Franciszka. Chcemy usłyszeć w te dni, o co tak naprawdę chodzi papieżowi Bergoglio, co jest medialną spekulacją, a co jego prawdziwą intencją. W te dni chcemy usłyszeć również, czego od nas pragnie papież, jak widzi Kościół, co pragnie zmienić, a co utrzymać nienaruszone. Podczas rekolekcji będzie możliwość zadawania pytań i rozmowy z naszym rekolekcjonistą.”
To ogłoszenie – reklama zamieszczone przez Duszpasterstwo Akademickie Dominikanów w Gdańsku. Rzecz bardzo świeża.
Rekolekcje – coś, co dla katolików jest bardzo ważne. Na tyle ważne, że w Polsce każdy proboszcz ma obowiązek organizować je dla swojej parafii przed Wielkanocą, a usilnie mu się zaleca, żeby wprowadzał je także przed Bożym Narodzeniem. W zamyśle ma to być czas refleksji i poukładania się na nowo w wymiarze religijnym oraz duchowym. Nazywane są one często „ćwiczeniami duchowymi”. W katolicyzmie za twórcę rekolekcji uważany jest Ignacy Loyola, którego „Exercitia spiritualia”, czyli opis własnej drogi nawrócenia, stały się pierwowzorem bardzo różnych form rekolekcji katolickich. Jego wersja jest jak dotąd jedyną oficjalnie zatwierdzoną przez KRK formą odbywania rekolekcji! Wszystkie inne są po prostu „dopuszczone do użytku”. Niesamowicie ciekawym jest, że właśnie te pierwotne „rekolekcje ignacjańskie” są bardzo „biblijne”. Oczywiście w specyficzny, katolicki sposób. Bo, co prawda, rozważa się wiele fragmentów Pisma, natomiast te rozważania są tak ułożone (mają bardzo ścisłą procedurę, od przygotowania poprzez medytację lub kontemplację, aż po sposób na skontrolowanie, czy medytacja przyniosła odpowiednie wnioski czy nawet emocje), że nie służą prawdziwemu poznawaniu Słowa, ale mają doprowadzić do z góry określonych wniosków oraz decyzji. Emocje zresztą grają u Ignacego bardzo ważną rolę – na ich podstawie pośrednio dokonuje się wielu aktów tzw. „rozeznawania duchowego” – w sensie rozeznawania własnego stanu ducha, jak też i „rozeznawania duchów” czyli prób zgłębiania metod i sposobów działania złego ducha w życiu katolika. Są podawane w tym celu określone reguły i porady, szuka się sposobów i narzędzi dla opanowania własnej sfery duchowej i emocjonalnej: „W naszym życiu duchowym doświadczamy różnych poruszeń, odczuć, doświadczeń. I rodzi się pytanie, jak je ocenić? Jak rozpoznać ich źródło? Jak rozpoznać, które wewnętrzne doświadczenia są naszymi emocjami, które pochodzą od Boga, a które podsuwa nam szatan? (http://www.rozmawiamy.jezuici.pl/articles/52/n/52 z dn. 20.03.2018).
Wiem o czym piszę, sam wiele lat temu odbyłem – jeszcze jako katolik – trzy tury takich rekolekcji. Miałem po nich wrażenie, że bardzo dobrze poznałem Biblię – przecież spędziłem tyle godzin na jej medytacji. W sumie: osiem dni po cztery godziny medytacji, czyli trzydzieści dwie godziny z samą tylko Biblią podczas jednej sesji. Jakoś jednocześnie nie zauważyłem wtedy, jak bardzo te medytacje były sterowane, żeby – posługując się Biblią w 100 % instrumentalnie – urobić mnie w ściśle określony sposób. Jaki? Ano taki: miałem przeświadczenie, że znam Biblię (nie znałem), że rozwijam się duchowo (nic takiego nie następowało), czułem się „elitarnie” (bzdura absolutna). Miałem wrażenie, że – stosując podane przez jezuitów metody – zapanuję nad własnym życiem. Teraz po latach wiem, że to ostatnie było właśnie podstawowym motywem, dla którego pojechałem na te rekolekcje. A koniec końców czułem się bardzo, bardzo mocno związany z KRK, jako jeden z jego nielicznych naprawdę świadomych członków… Taka nadzwyczajna kasta...
Wspomnienia moje odżyły, kiedy przeczytałem zamieszczone na początku tego posta ogłoszenie. Nie ma w nim ani słowa o Bogu, ani słowa o Biblii. Jest tylko chęć zgłębienia myśli i pragnień aktualnie urzędującego papieża. Uczestnicy tychże rekolekcji będą poszukiwali interpretacji pontyfikatu (zresztą bardzo kontrowersyjnego nawet dla wielu katolików). Nie będą szukali tego, czego dla KRK pragnie Bóg, ale czego pragnie papież,
„Biskup Kościoła Rzymskiego, w którym trwa urząd udzielony przez Pana samemu Piotrowi, pierwszemu z Apostołów, a który ma być przekazywany jego następcom, jest Głową Kolegium Biskupów, Zastępcą Chrystusa i Pasterzem całego Kościoła tutaj na ziemi. (...)”
(kanon 331 Kodeksu Prawa Kanonicznego: http://www.zaufaj.com/prawo-kanoniczne.html z dn. 20.03.2018).
No właśnie, Biblia jest tu zasadniczo niepotrzebna, skoro mamy bezpośredni, aktualny kanał, przez który Bóg komunikuje się z katolikami i to w sposób pewny i nieomylny:
„ Kan. 749 - § 1. Nieomylnością w nauczaniu, na mocy swego urzędu, cieszy się Biskup Rzymski, kiedy jako najwyższy Pasterz i Nauczyciel wszystkich wiernych, którego zadaniem jest utwierdzać braci w wierze, w sposób definitywny głosi obowiązującą naukę w sprawach wiary i obyczajów.
§ 2. Nieomylnością w nauczaniu cieszy się również Kolegium Biskupów, kiedy biskupi wypełniają urząd nauczycielski zebrani na soborze powszechnym, gdy jako nauczyciele i sędziowie wiary i moralności ogłaszają w sposób definitywny całemu Kościołowi naukę którą należy wyznawać w sprawach wiary i obyczajów; albo kiedy rozproszeni po świecie, zachowując węzeł wspólnoty między sobą i z następcą Piotra, nauczając razem z tymże Biskupem Rzymskim autentycznie w sprawach wiary i moralności, wyrażają jednomyślność, że coś należy przyjąć jako definitywnie obowiązujące.”.
Tyle o katolikach (na razie). Uważam, że dla chrześcijanina poukładanie się pod względem duchowym z natury rzeczy może nastąpić tylko i wyłącznie na podstawie Biblii – jej rozważania, dyskutowania, modlitwy… Uważam także, iż Bóg, który: „sprawia w was i chęć, i wykonanie według jego upodobania.”, jest jedynym władnym „poukładać” duchowo chrześcijanina. W sumie podstawowe uporządkowanie duchowe dokonuje się w momencie przyjęcia zbawienia. Później to raczej jest kwestia osobistego dojrzewania, które powinno się odbywać ściśle według Biblii i tylko Biblii. Nie mówię tu o kwestii odnalezienia się w Kościele i funkcjonowania w jego wspólnocie, bo to osobny temat.
A na koniec taka refleksja. Być może „kontrowersyjna”. Otóż w kościołach chrześcijańskich wiele jest sesji, kongresów, spotkań itp. Na takie spotkania zapraszani są mówcy chrześcijańscy, nauczyciele, ewangeliści. Czy zawsze mówi się tam o Biblii, to osobna sprawa. Często sesje takie – wnioskuję z ich zapowiedzi, ulotek, zaproszeń itp. - wyglądają bardzo podobnie do katolickich rekolekcji (nie ma tylko mszy i spowiedzi). Sporo pojawia się na nich psychologii (ma ona oczywiście pewną wartość, ale na pewno nie duchową, jeśli trzymać się nauczania Pawła Apostoła w tej kwestii - „duch (pneuma), dusza (psyche) i ciało (sarx)), która powinna raczej być treścią ściśle psychologicznych spotkań. Sporo zazwyczaj emocji, szczególnie podczas uwielbienia, co mi się słabo kojarzy z Jezusowym zaleceniem: „Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do swego pokoju, zamknij drzwi i módl się do twego Ojca, który jest w ukryciu, a twój Ojciec, który widzi w ukryciu, odda ci jawnie. A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; oni bowiem sądzą, że ze względu na swoją wielomówność będą wysłuchani.” (Mt 6:6-7)
Jestem ciekaw zdania innych chrześcijan w tej kwestii – sesji i spotkań. Chętnie usłyszę/przeczytam feedback na ten temat



Komentarze
Prześlij komentarz