U Apostoła Pawła często pojawia się motyw różnic pomiędzy Starym i Nowym Przymierzem. I choć jasne było dla niego, że Nowe jest Wypełnieniem obietnic Bożych złożonych w Starym, to jednak w mocnych obrazach ukazywał wielkość Nowego na tle małości Starego, nazywając kult świątynny Starego Przymierza „posługiwaniem śmierci”:
„On też uczynił nas zdolnymi sługami nowego testamentu, nie litery, ale Ducha; litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia. Lecz jeśli posługiwanie śmierci, wyryte literami na kamieniach, było pełne chwały, tak że synowie Izraela nie mogli wpatrywać się w oblicze Mojżesza z powodu chwały jego oblicza, która miała przeminąć; To o ileż bardziej pełne chwały nie miałoby być posługiwanie Ducha?” (2 Kor 3: 6-8),
albo malując przed oczami odbiorców sugestywny kontrast:
„Bo nie podeszliście do góry, która da się dotknąć i płonącej ogniem, do mroku, ciemności i burzy; Ani do dźwięku trąby i takiego głosu słów, że ci, którzy go słyszeli, prosili, aby już do nich nie mówiono; (Nie mogli bowiem znieść tego rozkazu: Gdyby nawet zwierzę dotknęło góry, będzie ukamienowane lub przebite strzałą. A tak straszne było to zjawisko, że Mojżesz powiedział: Jestem przerażony i drżę;) Lecz podeszliście do góry Syjon i do miasta Boga żywego, do niebiańskiego Jeruzalem i do niezliczonej rzeszy aniołów; Na powszechne zebranie, do zgromadzenia pierworodnych, którzy są zapisani w niebie, do Boga, sędziego wszystkich, do duchów sprawiedliwych uczynionych doskonałymi; I do pośrednika nowego przymierza, Jezusa, do krwi, którą się kropi, a która mówi lepsze rzeczy niż krew Abla.” (Heb 12: 18-24)
Dlatego, kiedy czytamy dziesiąty rozdział Listu do Hebrajczyków, warto pamiętać, że Paweł pisze do nawróconych z Żydów, którym po raz któryś z rzędu (nie ostatni), znów pokazuje ten kontrast pomiędzy Przymierzami, a raczej pomiędzy sytuacją Żydów a wierzących, odrodzonych Chrześcijan. Mamy tu bardzo konkretne stwierdzenie o nieskuteczności wielokrotnie (nawet codziennie) powtarzanych ofiar Starego Przymierza, a zaraz potem o jedyności, skuteczności i wystarczalności (a więc i niepowtarzalności) Ofiary Jezusa Chrystusa. Potem jednak, w drugiej części tego rozdziału, pojawia się zapis, który może w pierwszym momencie wyglądać jak stwierdzenie o utracalności zbawienia, a więc wzbudzić niepokój:
„Jeśli bowiem dobrowolnie grzeszymy po otrzymaniu poznania prawdy, to nie pozostaje już ofiara za grzechy; Lecz jakieś straszliwe oczekiwanie sądu i żar ognia, który strawić ma przeciwników. Kto gardził Prawem Mojżesza, ponosił śmierć bez miłosierdzia na podstawie zeznania dwóch albo trzech świadków. Jak wam się wydaje, na ileż surowszą karę zasługuje ten, kto by podeptał Syna Bożego i zbezcześcił krew przymierza, przez którą został uświęcony, i znieważył Ducha łaski? Znamy bowiem tego, który powiedział: Zemsta do mnie należy, ja odpłacę, mówi Pan. I znowu: Pan będzie sądzić swój lud. Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żywego.” (Heb 10: 26-31)
Jednakże warto zobaczyć, że jest to przede wszystkim kolejny kontrast pomiędzy sytuacją Starego i Nowego Przymierza, pokazujący różnicę wartości poprzez różnicę wymiaru kary w schemacie:
- pogardzenie mniejszym darem - „mniejsza” kara:
„Kto gardził Prawem Mojżesza, ponosił śmierć bez miłosierdzia na podstawie zeznania dwóch albo trzech świadków”;
- pogardzenie największym darem - proporcjonalnie "surowsza" kara:
„Jak wam się wydaje, na ileż surowszą karę zasługuje ten, kto by podeptał Syna Bożego i zbezcześcił krew przymierza, przez którą został uświęcony, i znieważył Ducha łaski?”.
W Prawie Starego Przymierza możliwe było pewne „nadrobienie straconych u Boga punktów”:
„A jeśli powiem bezbożnemu: Na pewno umrzesz, a on odwróci się od swego grzechu i uczyni to, co prawe i sprawiedliwe; Jeśli bezbożny zwróci zastaw, odda to, co wydarł, i będzie chodził według praw życia, nie czyniąc nieprawości, na pewno będzie żył i nie umrze. Żadne jego grzechy, które popełnił, nie będą mu wspominane. Czynił to, co prawe i sprawiedliwe; na pewno będzie żył.” (Ez 33:14-16).
W nowym Przymierzu takiej możliwości nie ma:
„Jeśli bowiem dobrowolnie grzeszymy po otrzymaniu poznania prawdy, to nie pozostaje już ofiara za grzechy” (Heb 10:26).
Czyli zlekceważenie Ofiary Jezusa sprawia, że nie pozostaje już nic, co mogłoby zbawić człowieka. To logiczne. Paweł też mówi tu nie o jakichś płynących ze słabości grzechach, które na pewno zdarzają się wierzącym i odrodzonym ludziom, ale o zupełnie innej skali:
„kto by podeptał Syna Bożego i zbezcześcił krew przymierza, przez którą został uświęcony, i znieważył Ducha łaski”(Heb 10: 29).
Szczerze mówiąc trudno sobie wyobrazić, by NAPRAWDĘ odrodzony chrześcijanin, będący przecież pod wpływem Ducha, był w stanie dokonać konkretnej tak daleko idącej zmiany swojego serca, by dopuścić się czynów zakwalifikowanych tutaj jako podeptanie Syna Bożego, zbezczeszczenie Krwi Przymierza czy znieważenie tegoż Ducha. Co to musiałyby być za czyny?? No raczej nie tej klasy, co samo tylko opuszczanie wspólnych zebrań (na pewno naganne i bardzo szkodliwe odsuwanie się od konkretnej, lokalnej wspólnoty Kościoła - izolowanie się od Ciała Chrystusa), o którym pisze Paweł zaraz przed tym fragmentem. Paweł nie podaje żadnego konkretnego przykładu człowieka, który by w takiej strasznej sytuacji już się znalazł, raczej chyba to po prostu pewna hipoteza i barwne, celowo przesadzone porównanie, pokazujące też, do jakich absurdów dochodzimy, jeśli stosujemy w Nowym Przymierzu kryteria wzięte ze Starego i jaki z tego powstaje fałszywy obraz Boga.
Zatem - jeszcze raz - może warto zobaczyć to zestawienie nie jako pseudowychowawczą groźbę Pawła wobec chrześcijan, którzy mieliby groźbą potwornej kary być motywowani do unikania poważnych grzechów (myślenie starotestamentalne i w zasadzie uniemożliwiające „przemianę przez odnawianie umysłu”:
„A nie dostosowujcie się do tego świata, ale przemieńcie się przez odnowienie waszego umysłu, abyście mogli rozeznać, co jest dobrą, przyjemną i doskonałą wolą Boga.” (Rz 12: 2)),
ale po prostu jako kolejne, choć zgoda, że bardzo mocne porównanie, mające pokazać, jak wielki dar otrzymujemy przy naszym odrodzeniu.
Co natomiast z tym sądem i żarem ognia? Czy człowiek odrodzony może naprawdę swoimi decyzjami unicestwić łaskę zbawienia, dokonanego przecież przez samego Jezusa (bardzo katolickie podejście)? Jako jedna z możliwych odpowiedzi, nasuwa się tutaj fragment:
„A czy ktoś na tym fundamencie buduje ze złota, srebra, z drogich kamieni, drewna, siana czy ze słomy - dzieło każdego będzie jawne. Dzień ten bowiem to pokaże, gdyż przez ogień zostanie objawione i ogień wypróbuje, jakie jest dzieło każdego. Jeśli czyjeś dzieło budowane na tym fundamencie przetrwa, ten otrzyma zapłatę. Jeśli zaś czyjeś dzieło spłonie, ten poniesie szkodę. Lecz on sam będzie zbawiony, tak jednak, jak przez ogień.” (1 Kor 3:12-15).
Sąd po Pochwyceniu nas na pewno czeka (Rz 14:10), bo Pan będzie decydował o nagrodzie, którą otrzymamy w Jego Tysiącletnim Królestwie na Ziemi. Czy ktoś natomiast będąc zbawionym może zajść aż tak daleko, że stanie się „przeciwnikiem Boga”? Nie wiem... Może w jakiś dziwny sposób pogubić się tak bardzo w swoich emocjach i niespełnionych oczekiwaniach na podobieństwo uczniów, którzy opuścili Pana, bo „myśmy się spodziewali”? Nie byli zbawieni wtedy, ale Pan powiedział im, że są już czyści dzięki Słowu, które do nich powiedział (J,15:3).
Pozostaje jeszcze końcówka 10 rozdziału z cytatem ze Starego Przymierza
„A sprawiedliwy będzie żył z wiary, lecz jeśli się ktoś cofnie, moja dusza nie będzie miała w nim upodobania.”(Ha 2:4)
skomentowanym przez Pawła:
„My zaś nie jesteśmy z tych, którzy się wycofują ku zatraceniu, ale z tych, którzy wierzą ku zbawieniu dusz”.
Tu słowem bardzo poważnym, mającym duży „ciężar gatunkowy” jest „zatracenie”. Czy chodzi o piekło? No tu bylibyśmy znów w nurcie myślenia katolickiego. Czy może wolno tu przywołać inne słowa Pawła:
„Wydajcie takiego szatanowi na zatracenie ciała, żeby duch był zbawiony w dniu Pana Jezusa” (1 Kor 5:5)
Trudno powiedzieć. W tekście oryginalnym są użyte inne słowa tłumaczone w obu przypadkach jako "zatracenie". Natomiast do Koryntian pisał Paweł o „wydaniu szatanowi” za popełnienie grzechu bardzo poważnego - kazirodztwa. I osoba popełniająca ten grzech zdaniem tegoż samego Pawła ma szansę na zbawienie w dniu Pana Jezusa. Hmmm. Zatem kazirodztwo popełnione przez odrodzonego chrześcijanina nie powodowałoby utraty zbawienia! Dlatego jednak uważam, że warto się do tego fragmentu z Koryntian tutaj odwołać.
Podsumowując - wierzę, że nie można utracić zbawienia, bo nie mamy nawet jako odrodzeni, zbawieni ludzie takiej mocy, by zniweczyć skuteczną i wystarczającą Ofiarę Jezusa Chrystusa. Fragment Heb 10 widzę jako zestawienie/porównanie
Ø Starotestamentowej kary za grzechy - zawsze śmierć bez miłosierdzia, bo kto przekroczył jeden przepis Prawa winny jest całego Prawa (Gal 3:10; 5:3)
Ø z Nowotestamentową konsekwencją utraty nagrody za dobre czyny - ale z ostatecznym uratowaniem dzięki miłosierdziu, bo Jezus Chrystus już skutecznie umarł za grzechy:
„Moje dzieci, piszę wam to, abyście nie grzeszyli. Jeśli jednak ktoś zgrzeszy, mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. I on jest przebłaganiem za nasze grzechy, a nie tylko za nasze, lecz także za grzechy całego świata.” (1J 2:1-2)
W tym porównaniu wydaje mi się, że potworna wizja losu człowieka, który JAKO ODRODZONY CHRZEŚCIJANIN podeptałby Jezusa Chrystusa, zbezcześcił Jego Krew czy znieważył Ducha łaski - jest raczej hipotetyczna, biorąc pod uwagę argumenty, które tu przywołaliśmy.
A zresztą, postępujmy jak Berejczycy:
„Zaraz w nocy bracia wysłali Pawła i Sylasa do Berei. Kiedy tam przybyli, weszli do synagogi żydowskiej. Ci byli szlachetniejsi od tych w Tesalonice, gdyż przyjęli słowo Boże z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się sprawy mają. Wielu więc z nich uwierzyło (...)” Dz 17: 10-12

Komentarze
Prześlij komentarz